Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Skutki uboczne pomagania, Z Markiem Licińskim rozmawia Katarzyna Jabłońska, WIĘŹ 2008 nr 4-5.

Mamy obecnie w Polsce olbrzymie grupy ludzi, którzy nie wyobrażają sobie swojej przyszłości, są bowiem przekonani, że nic od nich nie zależy. To, czego pragną, wydaje się im całkowicie nierealne.

— A propozycje, oferowane przez różne instytucje i programy pomocowe, nie są w stanie urealnić ich pragnień?

— Z mojego osobistego i zawodowego doświadczenia wynika, że główną przyczyną, która hamuje lub prowadzi na manowce ludzką aktywność, są nie warunki, lecz nastawienie emocjonalne. Oczywiście, utrzymujące się przez wiele lat niesprzyjające warunki mogą sprawić, że człowiek zmienia stosunek do siebie, do świata, szczególnie do własnych możliwości — traci nadzieję, traci zaufanie do siebie i innych. To zaś sprzyja izolacji zarówno wewnętrznej, jak i społecznej, popadaniu w różnego rodzaju złudzenia, mity i ucieczki. Takimi formami ucieczki są dzisiaj nie tylko alkohol czy narkotyki, ale także pozornie bezpieczna rzeczywistość wirtualna — telenowele, gry komputerowe czy internet. Problemy tych ludzi są często tak głębokie i złożone, że nawet jeśli poprawią się warunki, w jakich funkcjonują, niewiele to zmienia w ich sposobie życia. Tu trzeba zacząć od początku, czyli od pomocy w zrozumieniu i rozwiązaniu ich problemów emocjonalnych. Następnym krokiem może być dopiero nauka jakichś określonych umiejętności czy podnoszenie kwalifikacji.

Jeśli mam zastrzeżenia do różnych pomocowych programów — na które jest obecnie sporo pieniędzy unijnych — to właśnie dlatego, że najczęściej nie biorą one pod uwagę tego, co w moim odczuciu jest podstawowym problemem osób, do których programy te są kierowane. W związku z tym szansa, że skutecznie zadziałają, jest nikła i dotyczy wyłącznie tych, którzy wypadli z rynku pracy w sposób dosyć przypadkowy, na przykład na skutek zmiany zamieszkania, macierzyństwa czy choroby. A im pomóc nie jest specjalnie trudno.

Wydaje mi się, że powszechne w Polsce formy pomocy nie służą zbytnio osobom tej pomocy potrzebujacym, a są raczej dostosowane do niewielkiej motywacji i ograniczonych umiejętności pomagających. Upraszczając, każdy potrafi pouczać czy ewentualnie wyręczać innych. Natomiast stopniowe odbudowywanie czyjejś wiary w swoje możliwości, gotowości podjęcia odpowiedzialności za swoje życie wymaga znacznego zaangażowania, empatii i sporych umiejętności fachowych. Nie trzeba specjalnych umiejętności, żeby kogoś skierować na kurs czy nawet znaleźć mu pracę. Co z tego jednak, że załatwię komuś pracę — w wielkim mieście to dzisiaj niespecjalnie trudne — skoro, jak pokazuje praktyka, on tej pracy najprawdopodobniej nie utrzyma, bo wystarczy, że szef powie mu coś ostrzejszym tonem, a on natychmiast interpretuje to jako informację, że jest do niczego, że gdyby nawet nie wiem jak się starał, i tak sobie nie poradzi. Jest sukces, bo znaleziono komuś pracę, ale nikt się już nie interesuje tym, że osoba ta po trzech miesiącach tę pracę straciła. W takiej pomocy za dużo ryby, a za mało wędki. Osoby wykluczone można „kupić” rozmaitymi świadczeniami socjalnymi, jeśli jednak ludzie ci nie dostaną fachowej pomocy, to ogromne pieniądze wydawane na ich szkolenia i kursy są wyrzucane w błoto.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?