Czytelnia

Teologia teatru

Tomasz Wiścicki

Tomasz Wiścicki, Teatr w teczkach, WIĘŹ 2007 nr 7.

Absurdalne z pozoru przedsięwzięcia ubeków, otaczających Teatr Ósmego Dnia siecią konfidentów i podsłuchów, skwapliwie produkujących kilogramy dokumentów „tajnych spec. znaczenia”, w pełni mieszczą się w logice systemu. Komunizm pragnął pełnej kontroli nie tylko nad ludzkimi działaniami, ale nad wszelką formą komunikacji, nie tylko słowem — cenzurowano przecież także koncerty, przedstawienia baletowe, wystawy plastyczne. Wprawdzie po 1956 roku uświadomiono sobie, że kontrola naprawdę totalna jest niemożliwa, a przynajmniej zbyt kosztowna politycznie. Ograniczono się więc w zasadzie do pełnej kontroli szeroko rozumianej sfery publicznej. „W zasadzie”, bo zajmowano się także prywatnymi zachowaniami setek tysięcy osób, głównie po to, aby zapobiec niekontrolowanemu przez władze wkraczaniu w sferę publiczną. W tej miały prawo funkcjonować wyłącznie komunikaty przez samą władzę nadawane, a przynajmniej zatwierdzone — za pośrednictwem oficjalnej i nieoficjalnej cenzury.

Dlatego jeśli w Poznaniu grupka niepogodzonych ze światem, pragnących wolności młodych ludzi zakłada studencki teatr i w małej salce gorąco dyskutuje, czyta Dostojewskiego i Camusa, a w wolnych chwilach pije wódkę — wkroczenie Służby Bezpieczeństwa jest naturalne i oczywiste. Oni nie mogli inaczej. Oczywiście, w logice normalnych ludzi to był absurd, ale — w pełni zgodny z pragmatyką systemu.

System sam zastawił na siebie pułapkę. Mając pretensje totalitarne, musiał zwalczać wszystkich, którzy nie chcieli mu się podporządkować, nawet garstkę teatralnych kontestatorów. Gdyby im pozwolono na bezkarną „działalność antypaństwową” — przez powstałą szczelinę zaczęliby się prześlizgiwać naśladowcy i mozolnie tworzony system zastraszania zacząłby tracić swą przerażającą wielu moc. Tak się zresztą stało pomimo wysiłków władz. Kiedy odpowiednio wiele osób przełamało strach, tak jak aktorzy Teatru Ósmego Dnia — policja polityczna okazała się bezradna. Oczywiście, mogli ich zabić albo zamknąć na długie lata w więzieniu. Jednak w latach siedemdziesiątych te metody nie mogły być stosowane na szerszą skalę, stając w sprzeczności z „dobrotliwym” wizerunkiem reżimu. Wtedy system okazał się bezradny. Mógł nękać oponentów na różne sposoby — wobec „Ósemek” wykorzystywał całą gamę swych możliwości. Jeśli jednak ktoś, jak oni, okazał się odporny — wewnętrznej wolności nie można im było odebrać.

Na krakowskie przedstawienie „Ósemek” fatyguje się osobiście sam ppłk Jan Bill, naczelnik Wydziału III krakowskiej SB, czyli pionu zwalczającego „działalność antypaństwową”, a mówiąc po ludzku — opozycyjną. To on jest autorem kuriozalnej „recenzji” ze spektaklu, która po latach zainspirowała aktorów do mozolnej lektury ubeckich akt, co ostatecznie zaowocowało „Teczkami”.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Teologia teatru

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?