Czytelnia

Teologia teatru

Tomasz Wiścicki

Tomasz Wiścicki, Teatr w teczkach, WIĘŹ 2007 nr 7.

Ppłk Bill nie był głupcem. Ubek z ogromnym stażem, służbę rozpoczął w 1946 roku, przed ukończeniem szesnastego roku życia (!), resortowi poświęcił niemal 40 lat. Oceniano, że ma duże zdolności organizacyjne i wychował wielu funkcjonariuszy. To on przez pewien czas prowadził Lesława Maleszkę, którego donos — jako t.w. „Return” — także pojawia się w spektaklu. Osobliwość „recenzji” naczelnika wynika z całkowitej nieprzystawalności dwóch światów — SB i opozycyjnych artystów. Jego wywód przypomina opis antropologa, który mozolnie usiłuje odczytać niezrozumiałe obrzędy nieznanego mu plemienia. Nie kieruje nim jednak chęć poznania, ale — rozpoznania i zapobieżenia zagrożeniu dla komunistycznej władzy. Ogólna koncepcja wystawianej sztuki zawierała się w próbie zestawienia groteskowych obrazów ludzi zepchniętych w świat iluzji, w stan antagonistycznych postaw dekadencji i kontestacji. Aktorzy operowali specyficznymi środkami wyrazu jak: przekleństwa najordynarniejszego gatunku, fragmenty pompatycznych przemówień, aluzje i jednoznacznie brzmiące hasła polityczne o wybitnie negatywnym zabarwieniu antysocjalistycznym — pisze esbek na jeden wieczór zamieniony w teatrologa.

Nieprofesjonalne uczucia

Nawiasem mówiąc, powtarzające się zarzuty nadużywania alkoholu i przeklinania to przejaw hipokryzji zupełnie niebywałej, zważywszy, że nie stawiają ich zgorszeni harcerze, ale funkcjonariusze służb, w których alkoholizm był niemalże chorobą zawodową, a język przypominał koszarowy.

Chwilami podczas przedstawienia śmiech zamiera na ustach. Tadeusz Janiszewski lekko, niemal z uśmiechem wspomina, jak oskarżony o przemyt 350 dolarów znalazł się pod „opieką” kuratora, oczywiście — ubeka. Ten domagał się, by „podopieczny” podjął pracę, gdy jednak ją znalazł — natychmiast go jej pozbawiano. Nawiasem mówiąc, oskarżanie o przestępstwa pospolite było — jak wynika z przytoczonych dokumentów — jedną z metod walki z Teatrem. Gdy ubecy dowiedzieli się z przeczytanego listu, że jeden z aktorów miał zagrać w filmie — „przeprowadzono rozmowę” z kierownikiem zespołu filmowego, w której wyniku „figuranta” pozbawiono roli, oczywiście bez podania przyczyn. Inne pomysły filmowe w podobny sposób utrącono.

Nad wymyślaniem podobnych podłości trudzili się funkcjonariusze SB — ci wymienieni w spektaklu z imienia, nazwiska, stopnia i funkcji oraz wielu innych. Warto też pamiętać o aparatczykach, którzy sami nie brudzili sobie rąk niszczeniem ludzi — oni je tylko zlecali. Ta wiedza — na konkretnych, sugestywnych przykładach — to jeszcze jedna wartość spektaklu. Naprawdę, spisane będą czyny i rozmowy — nawet jeśli nie spisywał poeta, to jednak artyści potrafią zrobić użytek nawet z policyjnych dokumentów.

Słuchając kolejnych dokumentów nie sposób nie myśleć o losach podobnych im młodych, zbuntowanych ludzi, z zaprzyjaźnionego środowiska krakowskiego SKS. Stanisław Pyjas został zakatowany gdzieś w Krakowie, Stanisław Pietraszko — utopiony w Zalewie Solińskim — obaj przez aż nadto dobrze znanych sprawców, nawet jeśli nazwiska do dziś pozostają nieznane. Wszyscy, którzy w tych czasach odważyli się przeciwstawić władzy, musieli mieć w pamięci, że taki los mógł spotkać każdego z nich.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Teologia teatru

Tomasz Wiścicki

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?