Czytelnia

Jacek Borkowicz

Jacek Borkowicz, Tolkien ? współczesny Homer, WIĘŹ 2002 nr 3.

Mowa potwornych orków nie ma tych korzeni. Ich język jest bełkotliwą składanką słów, pochwytanych z różnych języków w czasie wojennych pochodów i wymieszanych w tyglu obozowisk wędrownych zabójców i rabusiów. Ciekawe, że w ten sposób rzeczywiście tworzyły się „obozowe” języki najeżdżających Europę nomadów Wielkiego Stepu.

Czas i przestrzeń — to droga. O podróży opowiada nam zarówno „Hobbit”, jak i „Władca Pierścieni”; w podróż na zachód, za Morze, do niedostępnej ludziom krainy nieśmiertelnych, udają się elfy, znużone długim życiem w Śródziemiu. W podróż zawsze, wcześniej czy później, trzeba będzie wyruszyć. Świat bowiem zmienia się, i my zmieniamy się razem z nim. Dlatego opuszczamy dom, aby móc go z powrotem odnaleźć.

*

Tolkien kontynuował swoje fascynacje w Oksfordzie jako szacowny profesor filologii angielskiej i germańskiej, na marginesie wyczerpującej pracy dydaktycznej i naukowej. Z czasem rozproszone wątki zaczęły się składać w opowieść, którą raczył swoje młodsze dzieci — a te, jak to dzieci, zawsze domagały się dalszego ciągu. W ten sposób powstał „Hobbit”, wydany jako książka w 1937 roku. Tolkien zaczął być znany bardziej jako pisarz niż jako naukowiec. Literacki świat Anglii nie chciał go zaakceptować, ale uczynili to czytelnicy, którzy także domagali się dalszego ciągu. Z tej drogi nie było odwrotu. Po szesnastu latach pracy, w czasie której przez Europę przetoczyła się najstraszliwsza z wojen, w latach 1954—55 ukazała się trylogia „Władca Pierścieni”.

Wydanie tego eposu utwierdziło popularność Tolkiena w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Radio BBC, najpopularniejsze medium angielskie, emitowało „Władcę Pierścieni” w skróconej wersji słuchowiska. Z czasem sława Tolkiena, dzięki pracy tłumaczy, przekroczyła granice anglosaskiego obszaru językowego, a jego popularność zaczęła przeradzać się gdzieniegdzie w kult.

„Silmarillion”, zredagowany ostatecznie przez syna pisarza, Christophera, wydany został w 1977 roku, po sześćdziesięciu latach pracy — i w cztery lata po śmierci profesora. Pochowano go obok żony w katolickiej części cmentarza Wolvercote koło Oksfordu.

*

Tolkienowską opowieść najlepiej jest poznawać — rosnąc. „Hobbit” jest z pozoru typową książką dla młodzieży, tej młodszej, ale czytelnik szybko odkrywa jej niepowtarzalność, pochłonięty baśniowym realizmem przeżyć bohaterów. Sprawy, o których tak lekko opowiada autor „Hobbita”, wracają poważniejszym już echem we „Władcy Pierścieni”. To, co początkowo zdawało się tylko zabawą, staje się grą na śmierć i życie, grą, którą śledzi się z fascynacją i wyczerpaniem. A „Silmarillion” to powrót do początków, goły mit, którego dobre poznanie wymaga solidnych studiów tolkienowskiej lingwistyki i etymologii.

Bajkopisarz z Oksfordu, tworząc swoją opowieść, sięgnął do głębokich, podświadomych pokładów naszej wspólnej, europejskiej kultury. Historia Pierścienia Władzy odwołuje się wręcz do pierwotnego mitu, którego źródła są znacznie starsze niż nasza cywilizacja. Wspomnijmy wątek dobrego króla, obejmującego na powrót utracone dziedzictwo — pamiętając, że dobry władca nazywany był w staroskandynawskich sagach „rozdawcą pierścieni”! Opowieść Tolkiena zawiera wątki, znane z „Odysei”, z „Makbeta”, z „Pieśni o Rolandzie” Twórca greckiej mitologii, Homer, usystematyzował mity, żywe w jego społeczności. Tolkien, pisząc dla współczesnego czytelnika, nie wskrzeszał umarłych już mitów — sięgnął do archetypów, ciągle obecnych w naszej kulturze. I z tych archetypów zbudował współczesną europejską mitologię.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Jacek Borkowicz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?