Czytelnia

Monika Waluś

Monika Waluś, Wszyscy jesteśmy adoptowani, WIĘŹ 2008 nr 6.

Rodzina zastępcza czy adopcyjna w dość radykalny sposób odpowiada na te słowa Jezusa. Wbrew zdarzającym się ciągle dość mitycznym przekonaniom, nie da się poświęcić swego zdrowia, uczuć, codzienności dla „obcych dzieci”. Niezależnie od początkowo – być może – niezbyt dojrzałych intencji, wytrwanie w przyjętej decyzji bycia domem dla dzieci „nie swoich”, uczynienie ich „swoimi”, wymaga stałego dojrzewania emocjonalnego i duchowego. Przysposobienie dzieci poranionych, czasem chorych, boleśnie doświadczonych – a takie najczęściej trafiają do rodzin zastępczych – może kosztować wiele i nie da się potraktować tego zadania jako „swoistej pracy”. To zaangażowanie całodobowe, całoroczne, w dodatku – bez poczucia, że są to dzieci „moje”. Możliwy kontakt z rodzicami biologicznymi, nieraz bardzo trudny, ciągłe kontrole ze strony urzędników, którzy niekoniecznie mają zrozumienie dla meandrów opieki nad kilkorgiem niełatwych dzieci, spóźniające się wsparcie finansowe – to wyboista droga. W tym kontekście adopcja jest drogą wręcz luksusową – dziecko wychowuje się w rodzinie na prawach zwyczajności. Jednak i tak najlepiej w miarę jak najwcześniej powiedzieć dziecku, że było wytęsknione, oczekiwane, przyjęte i jest kochane z wyboru.

PODZIELIĆ SIĘ ŻYCIEM

Rodzice przyjmujący dziecko w Jego imię mogą znaleźć wielkie oparcie w swojej wierze. Z całą pewnością Bóg staje po stronie dziecka oddanego do adopcji, po stronie nowej tworzącej się w takim bólu rodziny. Mogą więc dopominać się wsparcia Bożego, mogą oczekiwać wsparcia Kościoła. Pismo Święte wielokrotnie uczy nas z wielkim naciskiem, zarówno poprzez pisma proroków, np. Izajasza, czy ewangelistów – że opieka nad sierotami, nad głodnymi i spragnionymi, nad więźniami i biednymi jest bardzo ważna dla Boga, jest Mu milsza niż wielkie ofiary, całopalenia, huczne obchodzenie świąt religijnych, posty i asceza.

Boga cieszy rozerwanie kajdan zła, uwolnienie jeńców, wspieranie bezbronnych, przyjmowanie do domu bezdomnych, pomoc słabym. Wszystkie te pojęcia w sposób niemal dosłowny obejmują dzieci z domu dziecka. Jezus wskazuje także drogę naśladowania samego Ojca – pomagania nie tylko tym, od których spodziewamy się pomocy, wspierania nie tylko tych, którzy nam dobrze czynią, opierania się nie tylko na więziach rodzinnych. Rodzice przysposabiający dziecko będą często zauważać, że wchodzą na ścieżki bliskie Bogu – dziecko w nowej rodzinie jest przyjmowane i staje się częścią tej rodziny w podobny sposób, jak Bóg przyjmował naród wybrany – przez wierność i miłosierdzie, jak uczy Ozeasz .

Słowo rehem oznaczające miłość miłosierną, wybaczającą, przyjmującą słabość i niedoskonałość, ma wspólny źródłosłów z łonem kobiecym. Rodzina przysposabiająca dzieci staje się rzeczywiście łonem dla dziecka, które dotąd przebywało w bardzo nie-dziecięcym świecie. Właściwym miejscem dla dziecka jest rodzina, a nie najdoskonalsze nawet ośrodki. Człowiek został powierzony człowiekowi, nie instytucji. To właśnie z człowiekiem bezradnym i bezbronnym utożsamia się chętnie Chrystus. Gdy wylicza tych, których przyjmie do Królestwa, nie mówi o tytułach ani urzędach, ale o tym, kto przyjął Jego w swoich bliźnich. Możemy więc, stojąc przed domem dziecka, zapytać: Któż jest moim bliźnim?

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 następna strona

Monika Waluś

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?