Czytelnia

Andrzej Friszke

Andrzej Friszke, Wynegocjowana rewolucja, WIĘŹ 2005 nr 1.

Trzeba stanowczo podkreślić: nie ma żadnych danych potwierdzających wysoki stopień penetracji najważniejszych ogniw decyzyjnych czy opiniotwórczych „Solidarności”. Przeciwnie — dotychczasowe badania w archiwach SB wskazują na czasem wręcz zadziwiająco nikły stopień poinformowania, nie mówiąc już o zdolności sterowania kluczowymi ośrodkami lub postaciami „Solidarności”. Są to więc opinie bezpodstawne. Pośrednio potwierdza to niekiedy sam Dudek, pisząc, że poziom orientacji MSW w poglądach politycznych jego [Komitetu Obywatelskiego] członków pozostawiał wiele do życzenia (s. 235).

Równie wątpliwe jest przekonanie, że wśród nowych liderów ruchu strajkowego 1988 r. penetracja SB była mniejsza. Doświadczenia w działalności opozycyjnej czy konspiracyjnej nie nabywało się ad hoc, a obejmowało ono także umiejętność „wyczuwania” podejrzanych zachowań. Oczywiście, SB potrafiła wprowadzać do podziemia agentów zdolnych dobrze ukrywać swoją rolę, ale lektura akt przechowywanych w IPN wskazuje, że na ogół tajni współpracownicy poruszali się po obrzeżach grup opozycyjnych, mając trudności w wniknięciem „w głąb”. Trudności tych zapewne było o wiele mniej w przypadku grup tworzonych spontanicznie, z ludzi mało dotąd się znających, mało doświadczonych. Bronię więc wniosku przeciwnego: łatwiej było wprowadzić agentów do grup powstających na fali odwilży czy spontanicznych protestów roku 1988 niż do długo działających i nieźle zintegrowanych.

Znane są liczby wskazujące na ogromny wzrost liczebności agentury SB w latach osiemdziesiątych, ale nie znamy ani dokładniejszego rozkładu tajnych współpracowników w poszczególnych środowiskach zawodowych, społecznych, politycznych, ani — trudniejszej do ustalenia — ich skuteczności, czyli „pracowitości”. A — jak powiedziałem — dotychczasowa analiza akt jest raczej optymistyczna dla „Solidarności”, mimo znanych z prasy pojedynczych przypadków.

Nad tą kwestią wypadało się zatrzymać dłużej, gdyż ma ona znaczenie fundamentalne dla określenia suwerenności strony opozycyjnej w roku 1989. Jak powiadam, nic nie wskazuje na to, by opozycyjni aktorzy 1989 r. byli postaciami dwuznacznymi.

Widmo buntu

Zgodzić się natomiast trzeba z oceną Dudka o zasadniczym wpływie obaw przed buntem społecznym dla przyspieszania zmian politycznych. Buntu takiego obawiały się władze PRL i nie bez przyczyny zaproszenie do rozmów dla Lecha Wałęsy gen. Kiszczak wystosował w trakcie strajków sierpnia 1988. Strach przed wybuchem i wielką destabilizacją ekipa gen. Jaruzelskiego nosiła w sobie od okresu 1980-1981.

Niekontrolowanego buntu obawiała się jednak także opozycja, nawet nie dlatego, że — jak sądzi Dudek — w jego wyniku doszłoby do wyłonienia nowej elity opozycyjnej czy zakwestionowania mandatu elity „starej”. W sposobie myślenia ludzi opozycji — wbrew temu, co głosiła propaganda partyjna — było mocno zakorzenione przekonanie o potrzebie ewolucyjności przemian, unikaniu wielkiej destabilizacji, a zwłaszcza rozlewu krwi. Sądzono bowiem — nie bez podstaw — że z prawdziwej rewolucji nie rodzi się porządek demokratyczny, szanujący prawa człowieka. Tymczasem taki właśnie porządek był istotnym, nie tylko deklarowanym celem działań opozycji. Innym celem było podjęcie głębokich reform gospodarczych, które zahamują staczanie się Polski pod względem cywilizacyjnym. Tego także nigdy nikomu nie udało się osiągnąć w czasie rewolucji.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Andrzej Friszke

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?