Czytelnia

Dialog chrześcijańsko-muzułmański

Jacek Borkowicz

Jacek Borkowicz, Z gniewem i dumą, WIĘŹ 2006 nr 10.

Te niezmienne zasady prawa muzułmańskiego (szaria) mają moc prawa państwowego na szczęście tylko w niektórych krajach islamskich, choć w większości pozostałych państw muzułmańskich domagają się tego fundamentalistyczne ugrupowania polityczne.

Europejczyk wychowany w ideach wolności uznać musi te zasady za co najmniej anachroniczne i utrudniające religijny dialog, zaś na ich przeszczepianie do Europy po prostu nie może się zgodzić. Same w sobie, nie opakowane we wrogą nam ideologię, nie niosą one jednak śmiertelnego zagrożenia dla ludzi Zachodu, a już na pewno nie dla chrześcijan. Przez setki lat w różnych regionach Europy i Azji pod rządami islamskiego prawa żyły i nierzadko rozkwitały (tak!) rozmaite chrześcijańskie społeczności.

To nie tyle islam nam zagraża, co nienawiść do Zachodu, jego polityki, siły, przewagi technologicznej i militarnej, obecna mniej lub bardziej — w zależności od regionu — w kręgu islamskiej cywilizacji. Co więcej: w zasadzie nie zagraża nam również religijny fundamentalizm muzułmanów, chociaż wśród fundamentalistów jest oczywiście wielu takich, którzy Zachodu nie cierpią. W rzeczywistości grozi nam rewolucyjny nihilizm bojowników z zielonymi opaskami na czole, traktujących islam jako nie religię, lecz ideologię.

Pamiętajmy też, że spośród prawie półtora miliarda muzułmanów większość z własnej wygody spłyca zasady swojej religii (zupełnie tak, jak czyni to większość chrześcijan), czego przejawem jest często religijny fanatyzm, a także wybuchająca od czasu do czasu agresja mas (tu z kolei: inaczej niż w większości krajów Europy). Ten problem dotyczy jednak bardziej kultury niż religii.

Dowodzi tego chociażby oświadczenie polskiej Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, komentujące wydarzenia po wypowiedzi papieża: Wykorzystywanie każdego pretekstu do osłabienia czy zerwania dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego jest na rękę wrogom islamu, którzy pozornie działając w imieniu religii, są w istocie przeciw niej. Tacy zwani są w Koranie — munafikun — obłudnikami i powinni być potępieni. Te mocne słowa idą w kierunku zupełnie przeciwnym temu, co wyraża społeczność muzułmańska z bliższego i dalszego Wschodu, a przecież podpisujących się pod nimi polskich muzułmanów łączy ta sama wiara z milionami ich współwyznawców z Iraku czy Pakistanu!

Na fanatyzmie i agresji żerują terroryści, którzy w imię głoszonego przez Mahometa Boga jawnie sprzeciwiają się Jego słowom, zabijając niewinnych ludzi. To fatalne, że znaczna część muzułmańskich przywódców religijnych zachowuje w tej sprawie bierność, zamiast wyraźnie ogłosić, że terroryzm jest działaniem bezbożnym. Jeszcze gorzej, że niektórzy islamscy duchowni skrycie lub nawet jawnie sympatyzują z terrorystami i zachęcają wiernych do tego rodzaju „męczeństwa”.

To wszystko nie znaczy jednak, że wykrzywiona nienawistnym obłędem twarz brodatego wyrostka, którą po fali muzułmańskich protestów oglądać mogliśmy na pierwszych stronach wielkonakładowych polskich gazet, jest „twarzą islamu”. Nie dajmy się na to nabrać.

Gdybym w tym miejscu skończył swój komentarz, naraziłbym się na łatwą i skądinąd słuszną krytykę ludzi oburzonych gwałtowną i momentami zbrodniczą reakcją muzułmanów na wypowiedź papieża, który przecież nie powiedział nic złego. Dlatego pora na jeszcze jedną refleksję.

poprzednia strona 1 2 3 4 następna strona

Dialog chrześcijańsko-muzułmański

Jacek Borkowicz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?