Czytelnia

Historia

Polacy - Niemcy

Z Niemcami po Jedwabnem, Dyskutują: Marek A. Cichocki, Jan M. Piskorski, Thomas Urban, Klaus Ziemer, WIĘŹ 2006 nr 5.

J. M. Piskorski: Nie chodziło mi o stawianie jednostki przed sąd, tylko o stawianie przed sąd samej historii.

K. Ziemer: Co do asymetrii w różnych dyskusjach, to można oczywiście argumentować: dosyć ustępstw z naszej strony. Ale tak nigdy nie powie żaden historyk, żaden naukowiec. Dla nauki pytania są zawsze otwarte, nie ma grubej kreski i tu mamy przed sobą jeszcze długie dyskusje. Jeżeli do konferencji jedna strona przyczynia się finansowo trochę więcej niż druga, to można uniknąć asymetrii, odchodząc od konferencji dwustronnych ku wielostronnym. Zaprasza się na te konferencje również kolegów z innych krajów i kontynentów. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy konferencję w Poznaniu „Polska pod okupacją niemiecką i radziecką 1939-1945”. Mieliśmy tam nie tylko Polaków i Niemców, ale również kolegów z Ameryki Północnej, z Izraela, z Europy Zachodniej i nawet dwóch Rosjan.

M. A. Cichocki: Teksty, będące tematami dyskusji polsko-niemieckiej w latach dziewięćdziesiątych, pochodziły tylko z jednego, określonego, wąskiego kręgu osób zaangażowanych w polsko-niemieckie pojednanie. Innych głosów w głównym nurcie debaty nie było i działo się tak nieprzypadkowo. Sam pamiętam dyskusje, na których wychodzono z założenia: nie dawajmy głosu tym innym, bo przecież jak oni zaczną mówić, to już w ogóle nie będzie żadnej dyskusji i wszyscy się pogniewają!

Moim zdaniem to był jednak błąd, bo te inne głosy powinny być wciągane w krąg debaty od samego początku. Gdyby tak się stało, debata polsko-niemiecka zupełnie inaczej by dzisiaj wyglądała. Myślę że byłaby generalnie zdrowsza.

Perspektywa zbiorowa, perspektywa indywidualna

– Klaus Bachmann w dyskusji, prowadzonej w Fundacji Batorego, zwrócił uwagę na niezauważaną przez Polaków przyczynę nieporozumienia, gdy ci podczas rozmów z Niemcami poruszają temat polityki historycznej: otóż Niemcy nie patrzą na siebie ani jako na „naród oprawców”, ani jako na „naród ofiar”, bo w ogóle perspektywa narodowa przy moralnej ocenie historii najnowszej staje się im obca. Dziś Niemcy przy takich ocenach preferują perspektywę społeczną o nachyleniu jednostkowym, indywidualnym. Z kolei w Polsce dyskusja wokół Jedwabnego, przy całym jej kulawym biegu, wzmocniła w elitach kanon myślenia właśnie w kategoriach odpowiedzialności narodowej. Czy w takim razie nie mamy do czynienia z „rozchodzeniem się” tendencji w myśleniu o własnej historii u Polaków i Niemców? Czy w tej sytuacji możemy się w ogóle porozumieć?

T. Urban: Debata o Jedwabnem odegrała bardzo ważną rolę, ponieważ pośrednio była też debatą polsko-niemiecką. Gdybym spróbował podsumować dominującą część głosów w Polsce, wskazałbym na odczucie krzywdy: Polacy nagle są atakowani i wciągani na ten sam poziom odpowiedzialności za zagładę Żydów, co Niemcy. Wiadomo, że jest wielka różnica między antysemityzmem a zaplanowanym przez państwo niemieckie zabójstwem Żydów. W Polsce, jak wiadomo, Jedwabne i inne przykłady pogromów to w sumie – jak na skalę tej wojny – małe incydenty, które nie miały też nic wspólnego z oficjalnym stanowiskiem rządu na emigracji. Ale wielu polskich publicystów oceniało interpretację poszczególnych artykułów w prasie niemieckiej jako bardzo niesprawiedliwą. Na dodatek, kiedy jeszcze trwała gorąca debata o Jedwabnem, pojawiły się pierwsze publikacje o projekcie Centrum przeciwko Wypędzeniom.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona

Historia

Polacy - Niemcy

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?