Czytelnia

Katarzyna Jabłońska

Katarzyna Jabłońska, Zatańczyć (na)prawdę, Z Ewą Wycichowską rozmawia Katarzyna Jabłońska, WIĘŹ 2004 nr 1.

– W teatrze tańca – inaczej niż w balecie klasycznym – nie chodzi tylko o popis czy skupienie na samym sobie, lecz o dążenie do komunikacji z widzem. Mnie samej zależy na takim rodzaju kontaktu, w którym mówi się o sprawach najważniejszych. Wymaga to pewnej służby, służby całym sobą. Jest to służba jednego człowieka drugiemu człowiekowi poprzez ludzkie ciało – czyli poprzez człowieka.

Czym jest to „najważniejsze”?

– Są to różne pytania – czasami bez odpowiedzi – które nurtują człowieka, pytania o sens jego życia, o obecność w nim cierpienia, o brak miłości, jej istotę, o sens śmierci i cel narodzin. Pośród tego, co najważniejsze, jest jeszcze tęsknota za Absolutem. Próbując o tym mówić, stajemy wobec innego pytania: jak niewerbalnie wyrazić przez teatr tańca to, że utożsamiamy się z pytaniami i odpowiedziami zawartymi w naszym spektaklu. Wymaga to wielkiego zaangażowania artystów, przeczuwania przez swoje ciało tego, co jest ważne. Wymaga ciągłego, nieustannego poszukiwania, bycia nienasyconym w dążeniu do poznawania samego siebie i świata wokół siebie. Tego staram się uczyć i tym dzielić się z moimi tancerzami.

Nie tylko z tancerzami z Polskiego Teatru Tańca. Pracuje Pani bowiem również z łódzkim Teatrem „Logos”.

– To bardzo ważne miejsce, również pewien rodzaj teatru tańca. Tworzą go profesjonalni aktorzy, którzy nie skończyli wprawdzie artystycznych uczelni, lecz jeśli ktoś zagrał w np. ponad tysiącu spektakli, nie można go nazwać amatorem, chyba że słowo amator rozumieć będziemy jako miłośnik. Nie oczekuję zresztą od artysty jedynie profesjonalizmu w swojej dziedzinie – interesuje mnie on jako cały człowiek.

Różnica polega na tym, że w „Logosie” jako teatrze chrześcijańskim o pewnych sprawach dotyczących Boga nie trzeba mówić – są one jasne, oczywiste. Posługa przez teatr, przez sztukę jest również czymś oczywistym i naturalnym. Każdy dzień naszej pracy zaczyna się od Mszy świętej, cały dzień czy dwa tygodnie przebywania wspólnie w jednym miejscu sprawiają, że tworzy się niezwykła więź i porozumienie. Tam do pewnych sensów dochodzi się szybciej niż w teatrze instytucjonalnym, w którym praca odbywa się w określonych ramach czasowych, często trzeba się wyłączać – przejść do swojego życia prywatnego: robić obiad, odbierać dzieci z przedszkola, załatwić sprawy w urzędzie... Potem trzeba na nowo wchodzić w ten świat podczas kolejnej próby.

Dotyczy to zresztą nie tylko pracy nad nowym spektaklem. Nigdy nie uznaję spektaklu, który miał już swoją premierę, za spektakl skończony. Każda kolejna prezentacja jest kolejnym etapem prób, uaktualnianiem tego, co jakiś czas temu się wydarzyło – to znowu dzieje się „tu i teraz”, czyli w pewnym sensie na nowo. A kiedy wchodzi nowa obsada, jest to w ogóle nowy spektakl.

Słowo „logos” rozumiem jako „sens”, a nie „słowo”. Z tancerzami Polskiego Teatru Tańca również czasem posługuję się słowem – jest to jeden ze środków służących nie do budowania narracji, a do wyrażenia jakiegoś stanu. Słowo jest jednym ze środków, istniejących na równi z ruchem, z dźwiękiem, czy wizualizacją tego wszystkiego w postaci światła, kostiumów, faktury, podłoża, np. w przypadku ostatniego spektaklu – piasku.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 następna strona

Katarzyna Jabłońska

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?