Czytelnia

Krzysztof Dorosz

Krzysztof Dorosz, Zerwana więź, WIĘŹ 2008 nr 2-3.

W marzeniach Niemców wiele było resentymentu i narodowego egoizmu, a nawet nienawiści, zaś ich wewnętrzny rozpad uległ zatrzymaniu i scaleniu tylko za pomocą wielkich politycznych sztuk prestidigitatorskich. Hitler nie wyznaczał etycznych granic, lecz wzywał do ich przekraczania.

W świecie, gdzie rzeczywistość roztapia się w możliwościach — pisze Picard — nie istnieje ani czyn, ani wina. Toteż ci, co czynią zło, nie widzą ani siebie, ani swoich czynów. Dlatego muszą zło czynić ciągle od nowa, by w ogóle poczuć, że czegoś dokonali. Lecz to jest praca Syzyfa, skazana na wieczne niepowodzenie. Dlatego zło coraz bardziej przybiera na sile, dlatego w świecie rozpadu zbrodniarz, goniąc za rzeczywistością swojej zbrodni i pragnąc, by stała się namacalna, musi codziennie wchłaniać coraz większą dawkę przemocy i mordować już nie ludzi, ale miliony ludzi5.

Apokalipsa ekskrementów ze świata demonów, jak i apokalipsa ideowych kowali wykuwających w krwawej kuźni królestwo wolności to — miejmy nadzieję — ślepa ulica i punkt ostateczny faustycznej cywilizacji, która mniej więcej pięćset lat temu, dotknięta duchową zapaścią ówczesnego Kościoła z jednej strony, uwiedziona możliwościami stwarzanymi przez nauki przyrodnicze z drugiej i oddana marzeniom o budowie nowego wspaniałego świata, przecięła więź z Transcendencją. Wiarę w Boga chciała zastąpić wiarą w człowieka, boga ziemskiego globu.

Czyż nauka nie była nowym objawieniem, a mag i uczony jej niezrównanym prorokiem? Po cóż oddawać się kontemplacji świata, skoro można go przemienić? Mało kto wiedział i mało kto nadal wie, że Francis Bacon, Giordano Bruno, Condorcet, Saint Simon, Comte, Marks, Freud, Jung i wielu, wielu innych aż po dzień dzisiejszy powiela, choćby w części, archetyp renesansowego maga, który zrywa z Bogiem po to, by sam siebie bogiem uczynić i świat na swój obraz i podobieństwo przemienić6. Uporaliśmy się z Hitlerem i Stalinem, z najbardziej spektakularnymi i morderczymi emanacjami faustycznej cywilizacji, ale duchowa choroba, z której wyrośli, nadal nam towarzyszy i zagraża. Jej formy są wprawdzie inne, miękkie i aksamitne, ale na dłuższą metę równie niepokojące. Co więc zrobić, aby porzucić magię i samoubóstwienie człowieka, co zrobić, by przywrócić jego więź z Bogiem? Czy to jest w ogóle możliwe?

Możliwe, ale niezwykle trudne. Bo nim więź z Bogiem została zerwana przez renesansowych magów, uległa osłabieniu na skutek zastrzyku arystotelizmu i nominalizmu do krwiobiegu chrześcijańskiej wiary. Rozum, zwany rozumem naturalnym, wyemancypował się od Boga, zostawiając całą sferę nadprzyrodzoną Kościołowi i teologii. Uznany za neutralnego i ostatecznego arbitra poznania, zapanował niepodzielnie w sferze natury. Wiara natomiast przyjmowała nie dające się rozumem wykazać prawdy na temat Boga nie aktem poznania, choćby skromnego i niepełnego, lecz woli. Tak więc renesansowi magowie mieli ułatwione zadanie: świat natury i poznania poddany był wprawdzie Bożej jurysdykcji, lecz jedynie na mocy autorytetu Kościoła. Kiedy ów autorytet osłabł, kiedy chrześcijańska teologia umyła ręce od naturalnego rozumu, zagarnęli go magowie i humaniści. Ci pierwsi, powodowani żądzą władzy, chętnie przekształcali go w narzędzie przemiany świata; ci drudzy, wynosząc człowieka nad Boga, z czasem osiągnęli skutek odwrotny od zamierzonego, doprowadzając do dehumanizacji człowieka.

poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona

Krzysztof Dorosz

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?